Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psychologia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psychologia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 lutego 2016

Asertywność jako skuteczne narzędzie w komunikacji

Asertywność to model zachowania.
Osoba asertywna dba o swoje granice nie naruszając granic innych. Umie nie tylko dawać,
ale brać, prosić, mówić i przyjmować miłe rzeczy. Do tego jest potrzebne poczucie własnej wartości
i pewność siebie.
*
Asertywność to także skuteczne narzędzie w komunikacji.
Działa! Wystarczy wiedzieć, jak używać, wytrenować i stosować. Nie trzeba być pewnym siebie.
Ba! Używając asertywności jako skutecznego narzędzia tę pewność siebie się buduje.
*
Zapraszam na bezpłatny webinar.
Dziś, 22 lutego o godz. 20.30. Jeśli nie zdążysz, a się zapiszesz - będziesz mieć 24h bezpłatny dostęp do nagrania. Link do zapisów znajdziesz TUTAJ
*
Ale to nie wszystko :)
Zapraszam do obejrzenia mojego pierwszego webinarium dotyczącego miłości.
Nie daj sobie wmówić, że miłość jest skomplikowana, że to cierpienie, że ...nie wiadomo co.
Każdy, ale to KAŻDY może być szczęśliwy w miłości! Od tego wszystko się zaczyna.
Nieszczęścia tego świata spowodowane są brakiem umiejętnego obchodzenia się z jedyną największą siłą, jaką jest miłość. Zarezerwuj czas jak na seans filmowy i obejrzyj nagranie :) Pozdrawiam :)



                                                                      Foto: Pixabay

niedziela, 1 marca 2015

Nakarm mózg innym obrazem...

Podróże kształcą.
Poznajemy inny świat, ludzi, kulturę, obyczaje. Jeśli oczywiście damy sobie szansę, chociaż trochę się wysilimy i wyjdziemy poza świadczenia z opaską all inclusive. Nie neguję tej formy wypoczynku – sama czasem lubię bezmyślnie się powylegiwać i wcale się tego nie wstydzę.
„Wszystko w swoim czasie” – to chyba właściwa maksyma.
Ta podróż miała wyglądać inaczej.
Po drodze do Lizbony miałam zatańczyć tango w Berlinie. Nie wyszło. Za to odwiedziłam świetną knajpkę w Poznaniu. Jej właściciel tańczy tango. I to jak…
W Lizbonie miałam wygrzać się w promieniach południowego słońca. Owszem, w ciągu dnia bywały ciepłe momenty, ale generalnie dawno tak nie zmarzłam jak tam.
Wobec zimna i smrodu jestem bezbronna.
Nie pomyślałam, że jak w większości południowych krajów – nie mają w pomieszczeniach ogrzewania. Nie wiem, jak Portugalczycy wytrzymują 5 miesięcy w wilgoci i zimnie. Na zewnątrz
w ciągu dnia jest cieplej niż wewnątrz. Stare zawilgocone kamienice czuć pleśnią. Pranie wisi na dworze nawet w deszcz – pod rozłożoną folią szybciej wyschnie niż w domu…
Mój mózg wpadł w katatonię.
Nie byłam w stanie cieszyć się tą podróżą. Nie narzekałam zbytnio, bo nie leży to w mojej naturze, ale byłam dość daleka w dotarciu do poczucia szczęścia. Owszem, rejestrowałam widoki, zrobiłam prawie 400 zdjęć. Ale zimno mnie paraliżowało. Skupiałam się na tym, by przetrwać. Nie miałam poczucia straconego czasu, bo od dawna znam ten mechanizm: w podświadomości utkwiło mi to, co dla mnie ważne, i w odpowiednim momencie będę mogła do tego sięgnąć.
Warto co jakiś czas nakarmić mózg innym obrazem.
 Zmiana perspektywy to takie przewietrzenie własnych kątów, powiew innej energii.
Z przyjemnością wracałam do mojego ciepłego mieszkania. Uświadomiłam sobie, że ubikacje
w naszych nawet tych niedrogich restauracjach są większe i świeższe niż w niejednym europejsko – światowym mieście. Że zawilgocone kamienice bez łazienek – o czym się nie mówi – są także w Warszawie i że nikt nie zajmuje się ich mieszkańcami (często w bardzo podeszłym wieku).
Że nie mam aż takiej pasji, by dla niej głodować i marznąć. Moja koleżanka Renata zostawiła ciepły i syty kącik w Warszawie, nie dojada i marznie
w Lizbonie „tylko” po to, by wieczorami śpiewać Fado i słuchać, jak inni wyśpiewują swoją saudade…  
Podczas podróży poznajemy siebie.
Międzyludzko, bo właśnie podczas wspólnej podróży najłatwiej jest poznać charakter drugiego człowieka. A jeśli wsłuchamy się w siebie, mamy szansę dowiedzieć się czegoś o sobie: odkryć swoje marzenie, poszerzyć zainteresowania, przewartościować życie.
Wiem, że wrócę do Portugalii w maju, może jeszcze tego roku.
Specjalnie po to, by tak od serca porozmawiać z Renatą o jej pasji, wyrzeczeniach, i tym, czy na pewno warto płacić aż taką cenę za samorealizację.    
Poczułam radość.
Fado to nie moja muzyczna bajka. Ale słuchając Renaty, która oprowadziła nas po Mourarii (dzielnica Lizbony będąca kolebką Fado) i Afamie (obecne zagłębie Fado), jej śpiewu, śpiewu innych fadistów – pomyślałam, że fajnie jest robić coś z sercem. Ucieszyłam się po raz kolejny z tego, że w swoim życiu robię rzeczywiście to, co sprawia mi przyjemność, inni widzą w tym korzyść dla siebie, a przy tym nie głoduję i nie marznę. Mam tyle pomysłów. Poprzez chwilowe zamrożenie mózgu nabrałam werwy do ich realizacji.
Tak, czasem trzeba nakarmić mózg innymi obrazami. 


                                               Lizbona - panorama z tarasu widokowego.




sobota, 14 lutego 2015

O miłości chyba było już wszystko...

... a nadal nie do końca jest zbadana, a na pewno nie jest ujarzmiona.
Święty Walenty jest patronem ludzi chorych psychicznie i na epilepsję. Powszechnie mówi się, że miłość odbiera rozum. Ja uważam, że miłość niczego nie odbiera, a wiele daje. Zmysły tracimy przez namiętność, uwikłanie, obsesję...
"Miłosnych" poradników jest dużo.
Porady typu: "Jak go uwieść w 5 minut" albo "3 triki, aby rozpalić ją do czerwoności" można publikować w prasie młodzieżowej, bo każdy dorosły wie, że nie ma jednej recepty na udany związek i nie ma jednego sposobu na wszystkich ludzi.
Jednak pewne założenia można zrobić.
Ten, który mówi ci dokładnie to, co chcesz usłyszeć, z dużą dozą prawdopodobieństwa jest wytrawnym uwodzicielem i prędzej czy później będzie opowiadał różne miłe rzeczy Twojej najlepszej przyjaciółce (jeśli już tego nie robi), a może i siostrze.
Mężczyźni źle ubrani zbyt często są przez kobiety lekceważeni. Marynarkę i buty można zmienić, a wypicowany laluś będzie wolał kupić sobie balsam do ciała niż Tobie kwiaty.
Jeśli kobieta ma zbyt silną więź ze swoją rodziną, Ty po spłodzeniu potomka pójdziesz w odstawkę.
Generalizacja? Może tak, może nie.
Wiele rzeczy widać, tyle że przymulenie uczuciowe powoduje ślepotę lub złudzenie, że "to" się zmieni. A tymczasem najczęściej zmienia się to, że jeśli coś Cię rozczulało, może zacząć Cię wkurzać. Dzieje się tak, kiedy jest masa niespełnionych nadziei i narosłych pretensji.
Nauka komunikacji kuleje.
A każdą relację buduje się poprzez komunikację i działanie. Konflikty - zawodowe, osobiste, międzynarodowe - wybuchają z powodu błędów komunikacyjnych właśnie.
Lubimy naginać do siebie.
Nie patrzymy, co może nam zaoferować druga strona. Chcemy ją zmusić, by było po naszemu. Jeśli ona chce po swojemu, szybkie obustronne rozczarowanie jest nieuniknione. Zapominamy, że rozmowa to dialog, a nie dwa monologi.
Nie każdy chce z kimś być.
Codzienne życie wiąże się z odpowiedzialnością i przykrościami, a człowiek w swej naturze chce przykrości uniknąć i dąży do przyjemności. W dobie internetu krótkotrwałe, nawet jednorazowe relacje to chleb powszedni.
Przeczytaj też o fatalnym zauroczeniu i powodzenia w miłości :)

                                                                 Fot.: Internet
                                                                     

czwartek, 29 stycznia 2015

Sędziowie nie umieją słuchać dzieci

Konflikty rodzinne to nasz chleb powszedni.
Na co dzień i od święta. W trakcie rozwodów, spraw o alimenty czy ustalanie opieki nad dzieckiem. Byłam 5 lat ławnikiem w Sądzie Okręgowym. To, co wyprawiają ludzie rozwodzący się, często przekracza ludzkie pojęcie. Temat samych ławników to osobna historia (może kiedyś o tym napiszę),  a sędziów to jeszcze inna para kaloszy (często im się zarzuca złą wolę, a wielokrotnie chodzi o brak wiedzy psychologicznej i społecznej). Kiedy w grę wchodzi konflikt rodzinny transgraniczny, wszyscy czują dodatkową bezradność. Świat stoi otworem. Coraz więcej dzieci rodzi się w związkach ludzi różnych narodowości, z różnych krajów. Nie ma w Polsce wypracowanych standardów w zakresie mediacji rodzinnych transgranicznych.
Dlatego powstała Fundacja Familiat.
Założyła ją mecenas Kamila Zagórska, która specjalizuje się w sprawach rodzinnych transgranicznych. Ona jest prezesem Fundacji. Ja dostałam propozycję bycia wiceprezesem
i z radością ją przyjęłam. Druga wiceprezes – Dorota Paszyńska – jest coachem z dużym doświadczeniem w biznesie, chce iść w stronę mediacji. Fundacja czeka na wpis do KRS, systematycznie będę informowała o kolejnych naszych krokach, bo zajmować się będziemy działaniem na rzecz rodzin w bardzo szerokim zakresie: prawnym, psychologicznym, mediacyjnym.
Sędziowie nie umieją słuchać dzieci.
Jest to istotne zwłaszcza przy konfliktach rodzinnych, obecnych nie tylko przy rozwodach. Nasza Fundacje będzie chciała współpracować z wymiarem sprawiedliwości, tak by dzieci przestały być traktowane przedmiotowo. O tym, jak wygląda to dziś, przeczytasz tutaj 

Masz profil na Facebooku? Polub naszą stronę.



sobota, 17 stycznia 2015

Nawyki - czasem pomoc, czasem przekleństwo

Nawyki to temat zawsze aktualny. 
Dotyczy nas bezustannie. Lubimy rytuały i niektórym warto się oddawać z pełnym zaangażowaniem. One dopełniają nasze życie, dodają pewien element niezwykłości.
Lub jedynie porządkują codzienność. Siadanie przy ulubionym stoliku w kawiarni, wspólna rodzinna kolacja o jednej porze, duże zakupy raz w tygodniu w sklepie osiedlowym u sympatycznej pani Krysi (albo niedzielna rodzinna wyprawa kościoła, a potem do hipermarketu) – to nic innego jak nawyki zwane przyzwyczajeniami. 
Nawyki mają związek ze wszystkim:
działaniem, myślami, emocjami. Jeśli dasz sobie wdrukować, że ludzie są źli a życie ciężkie,
tak zaprogramujesz podświadomość, że będzie kierowała Twoją uwagę tylko na te aspekty,
które to potwierdzą. A niezauważone szczęście przejdzie Ci koło nosa.
Zmiana pewnych nawyków jest podstawą w terapiach uzależnień. 
Warto zacząć od kwestii najprostszych, wcale nietrudnych do przeprowadzenia.
Nagrodą będzie lepsze samopoczucie.
Zapraszam do lektury . 

                                                                  Zdjęcie: Internet
                                                                               

wtorek, 6 stycznia 2015

Miłość w nowym roku

Czas życzeń trwa J
 Najpierw dzieliliśmy się opłatkiem, teraz życzymy bliższym i dalszym różności w Nowym Roku.
Ja wszystkim życzę miłości, bo to ona dopełnia życie. Bardzo częstą reakcją jest: „a po co mi kolejne rozczarowanie?”, „daj spokój, dość mam dramatów”, „o nie!  Ledwo się pozbierałem po ostatniej,
nie chcę więcej cierpieć”, „miłość jest przereklamowana, można ze sobą sypiać, ale po co się wikłać”, „nie chcę nikomu podlegać, od nikogo zależeć”.
Czyli wiele osób kojarzy miłość z bólem.   
Można prowadzić całotygodniową dysputę filozoficzną nad zdefiniowaniem pojęcia miłości.
Bo to nie jest tylko słowo. To całe spectrum uczuć. Jak dobro, mądrość, pokora.
Dla mnie miłość jest pojęciem absolutnie pozytywnym, bez ŻADNYCH negatywnych wydźwięków.
Dla mnie miłość to istota życia.  
Nie będę się rozwodziła nad rodzajami miłości, jej różnicami pomiędzy np. miłością rodzicielską
a siostrzaną. Kiedy życzę innym miłości, to w powszechnym mniemaniu życzenie jest odbierane
w kontekście tworzenia związku miłosno – partnerskiego. I przy tym rodzaju tu pozostańmy. Wzbraniając się przed miłością wzbraniamy się przed bólem, który niesłusznie przypisujemy miłości.
Miłość jest jedna: prawdziwa.
Nie ma miłości na niby. Namiętność i pożądanie może jej towarzyszyć, ale wcale nie musi (często bywa z miłością mylone).
*
Jeżeli Twój partner źle Cię traktuje, to NIE dlatego, że Cię kocha, tylko dlatego, że mu na to pozwalasz. A łudzenie się, że po ślubie on się zmieni, jest niestety fałszywe.
*
Jeżeli Twoja dziewczyna jest o Ciebie wściekle zazdrosna, to NIE z miłości, a z poczucia niskiej wartości, niepewności, lęku przed odrzuceniem. Jeśli dajesz jej do tego powody, jeśli otaczasz się haremem, to znaczy, że leczysz swoje kompleksy i masz niezdrowe zapotrzebowanie na adorację.
*
Jeśli Twój partner wrzeszczy i rzuca wyzwiskami, to NIE dlatego, że Cię kocha, tylko dlatego, że nie panuje nad swoim zachowaniem.
*
Jeżeli Twoja kobieta trzy razy w miesiącu wyrzuca Twoje rzeczy przez okno, to NIE z miłości i nie dlatego, że ma gorący temperament, tylko dlatego, że ma problem z emocjami, a Ty to tolerujesz.
*
Jeżeli on nadmiernie pije, to NIE dlatego, że Cię kocha, i nie dlatego, że jesteś zła, tylko dlatego, że jest uzależniony od alkoholu.
*
Jeżeli dajesz się szantażować emocjonalnie, to NIE dlatego, że kochasz, tylko dlatego, że się łudzisz.
*
Jeśli Twój partner Cię śledzi, sprawdza Twoje SMS-y i torebkę, to NIE z miłości, a z obsesji. A to pierwszy krok do szaleństwa i nieszczęścia.
*
Nie ma jednego modelu ukazującego prawdziwą miłość.
Jedni potrzebują wspólnego mieszkania, inni wolą zostawić sobie przestrzeń. Jedni spędzają urlop razem i nie wyobrażają sobie inaczej, inni osobno nabierają oddechu. Są też tacy, którym nie chce się budować relacji i w zupełności wystarczy im miłość do rybek. I w porządku, jeśli to jest ich wybór.
Czasem jednak chcą miłości, tylko obawiają się kolejnych ran.
Z przeszłości warto wyciągać wnioski, zmieniać swoje podejście, zachowanie, ale na pewno
nie warto przykładać tej samej miary do tego, na co obecnie ma się szansę.
Kandydat na partnera/partnerkę nie może odpowiadać za to, że zostałeś oszukany, że mąż poturbował Cię emocjonalnie. Szkoda życia na rozpamiętywanie. Daj sobie szansę. Jeśli oczywiście chcesz.
W miłości nie trzeba się na wszystko zgadzać.
Wręcz przeciwnie. Stawianie granic bardzo z nią współgra. Ich brak bardzo źle wróży. Poszanowanie potrzeb własnych nie stoi w sprzeczności z poszanowaniem potrzeb partnera. Chyba że macie całkiem inne priorytety, upodobania i styl życia – wtedy o długotrwałe porozumienie i przyjemne życie będzie trudno.
Czasem warto włożyć wysiłek w naprawę, a nie w burzenie.
Zniechęcenie, roszczeniowość, krytycyzm, brak autorefleksji, pretensje, ciche dni  – zdarzają się. Jeśli zbyt często, to coś nie gra. Czasem udane związki rozpadają się, bo ludzi ponosi ego, ambicja, upór. Bo zamiast szukać pomocy, przymulają się używkami, wplątują w romanse, szukają fałszywego usprawiedliwienia dla własnych błędów.
Miłość nigdy nie znika.
Może zmienić formę. To, że ktoś kocha, nie znaczy, że musi z kimś być. Czasem rezygnuje,
bo nie chce walczyć. Bo widzi, że mimo wielokrotnych prób nic się nie zmienia i nadal nie można się porozumieć. Ale czasem udaje się popracować nad sobą (NIE nad partnerem – tak to nie działa). Nieraz po latach następuje „drugie rozdanie”. Ale tego nigdy się nie przewidzi.
W Nowym Roku życzę odwagi, otwartości i trafnych wyborów.
A przede wszystkim życzę miłości.

                                                                   Zdjęcie: Internet




poniedziałek, 29 grudnia 2014

Postanowienia noworoczne ciut inaczej :)

O postanowieniach noworocznych pisze się co roku.
Co jeszcze można na ten temat wymyślić?
Tak naprawdę jest to dość obszerny temat. Pisałam o postanowieniach w latach ubiegłych
dla miesięczników kobiecych. Ale życie jest dynamiczne i w każdym roku trochę inne refleksje wysuwają się na pierwszy plan. 
Zapraszam do lektury - tu znajdziesz świeżutki, aktualny wpis  .
Życzę pomyślności w 2015 roku :)

                                        
                                                                    Zdjęcie: Internet

sobota, 20 grudnia 2014

Wdzięczność jest wdzięczna

Święta za pasem.
Możemy je uwielbiać (gdy lubimy naszą tradycję, kochamy i jesteśmy kochani) lub nie znosić
(kiedy jesteśmy nimi terroryzowani, mamy inny pomysł na ten czas lub mamy złe rodzinne wspomnienia). 
Ja osobiście święta lubię. Mam przyjemne wspomnienia z dzieciństwa, lubię swoją rodzinę, kocham tych najbliższych. Jestem im wdzięczna m.in. za to, że dzielnie znoszą moje ekstrawagancje i odszczepieństwo społeczne.
Wdzięczność to takie miłe uczucie.
Na co dzień czasem przykurzone, nieraz wyparte. Niezależnie od sposobu spędzania świąt, warto znaleźć chwilę, by pomyśleć: komu jestem wdzięczna? Każdy z nas ma takie osoby, być może
z dalekiej przeszłości. Czasem zupełnie obce. Najczęściej te bliskie, na co dzień zaniedbywane.
Z tendencją do traktowania ich dobrodziejstwa jako oczywistość.
Największym niewdzięcznikiem jest ten, któremu pomagasz.
Tak bywa. Uczeni od małego, że trzeba sobie radzić, być silnym, że „ludzie to świnie” – nasiąkamy przekonaniem, że wszystko musimy osiągnąć sami, najlepiej w znoju i trudzie. Podświadomie się kodujemy, że jeśli coś komuś zawdzięczamy, to znaczy, że jesteśmy słabi. A ego broni się przed złą samooceną. Najlepiej dobroczyńcę wyprzeć ze swej pamięci. Udowodnić sobie, że wcale nie jest taki dobry. Zrobić mu świństwo. I żyć w złudzeniach, często w poczuciu krzywdy wytworzonej przez własny mózg.
Nie ma takiego człowieka na świecie, który wszystko zawdzięczałby tylko i wyłącznie sobie.
Każdy zawdzięcza mnóstwo rzeczy całej rzeszy ludzi. Warto dziękować za przysługę, ale warto także serdecznie podziękować za opieprz. Przyjacielem nie jest ten, co zawsze głaszcze po głowie, a ten, który potrafi zobaczyć więcej niż my i inni i właściwie zareagować. Osoby sprawne w okazywaniu wdzięczności są szczęśliwsze. Wydzielają dobrą energię, dobrzy ludzie do nich lgną.
Pomagając – nie licz na wdzięczność.
Ileż to razy słyszę: przynajmniej mógłby podziękować. No pewnie, to jest przejawem kultury i świadomości. Ale jeśli masz komuś pomagać po to, by Ci wylewnie dziękował – odpuść sobie. Spora grupa frustratów to ci, którzy nie doczekali się czyjejś wdzięczności. Którym obdarowani nie tak dziękowali, jak "powinni", jak "dobrodziej" to sobie wymyślił. Jeśli za Twą dobroć otrzymasz świństwo – pewnie, że boli. Przynajmniej wiesz, z kim masz do czynienia. Ale ja unikam pomocy tych, którzy potem chcą mnie swą „dobrocią” terroryzować i wpędzać w poczucie winy.
Na własny użytek przyjęłam strategię: pomagam, kiedy chcę i na nic nie liczę. Całego świata nie zbawię.
Nie pchaj się, poczekaj, aż poproszą.
Innym aspektem jest rwanie się z pomocą, kiedy wcale nie jesteśmy o to proszeni. Czasem nam się wydaje, że chcemy dobrze, i dostajemy po łapkach. Ja też mam takie tendencje. Bo skoro mogę, to czemu nie? Ano czasem temu, że nie mam pełnych informacji i z mojej strony sytuacja może wyglądać inaczej. Więc nauczyłam się nie pchać (czasem mi nie wychodzi, przyznaję), a jeśli moja pomoc zostanie odebrana wbrew moim intencjom – przepraszam, wycofuję się i nie mam urazy. Widać źle oceniłam sytuację. Jestem wdzięczna za przywołanie mnie do porządku.
Warto wdzięczność wprowadzić jako element wychowania.
Ale jeśli ktoś coś zrobi miłego, dobrego – warto docenić i wyrazić wdzięczność. Żeby to zrobić, najpierw trzeba dostrzec, że dobrzy ludzie są wśród nas. Skąd dziecko ma wiedzieć, że za dobro się dziękuje, jeśli nie ma takiego przykładu w domu? Jeśli percepcja jego najbliższych skupiona jest na niepowodzeniach i „złych ludziach”? Jeśli otoczone jest jadem i kłótniami, także medialnymi?
Poczucie wdzięczności warto trenować.

Odkopywać w pamięci ważne dla nas osoby i ciepło im dziękować – chociażby w myślach. Ja staram się nie zapominać o moich dobroczyńcach i pamiętać o nich na co dzień, nie tylko od święta. Jestem gafiarą, czasem poniesie mnie temperament i za mocno coś powiem. Ale potrafię i nie wstydzę się dziękować, nie tylko od święta. 

                                                                       
                                                             Zdjęcie: Internet
                                

czwartek, 18 grudnia 2014

Zbrodnia w Białej Podlaskiej

Śmierć z rąk młodzieży
Dziewiętnastolatka i jej o rok młodszy chłopak niezwykle brutalnie zabili jego rodziców (inf. tu ).
Dyrektorka szkoły jest zdziwiona. Koleżanki też. A przecież w Internecie młodociana poetka publikowała różne niepokojące wpisy. Nikt nie zareagował. Nikt nie wiedział, jak to zrobić.
Podniosły się różne głosy: jak TO możliwe?! Śmierć zwyrodnialcom!
Ludzie są w szoku i nic dziwnego: ta zbrodnia ma wyjątkowy charakter, chociaż tak naprawdę każda zbrodnia jest nie do zaakceptowania przez zwykłego, czującego człowieka. Trudno robić gradację „straszności”. Nie będę snuła teorii dot. domniemanych przyczyn. Nie wiem, z jakiego domu pochodziła dziewczyna. Nie wiem, jakie relacje z zabitymi rodzicami miał chłopak. Wszystko zostanie ustalone w śledztwie. Nie śmiałabym stawiać żadnej diagnozy na podstawie medialnych doniesień. Ale śmiem mówić – i robię to od dawna – że jako społeczeństwo będziemy mieć coraz więcej tego typu problemów, jeśli nie zmienimy systemu.
W Polsce nie ma łatwego dostępu do pomocy psychologicznej i do leczenia psychiatrycznego. Pomijam wstyd społeczny i fałszywe przekonania – z tym potrzebujący umieją sobie poradzić. Nie są w stanie jednak dotrzeć do bezpłatnej pomocy. Państwowe poradnie zdrowia psychicznego nie mają odpowiednich mocy przerobowych. Te prywatne są płatne, na co stać tylko nieznaczną część społeczeństwa żyjącego pod ciągłą kreską. Psychiatrzy nie mają zwyczaju kierować osoby w kryzysie do psychologa. A w wielu przypadkach kompleksowa, szybka pomoc to uratowane życie.
Przy dużych problemach z nastolatkiem rodzice są bezradni.
A te problemy są demokratyczne: dotykają różnych środowisk, mają różne przyczyny. Rodzicom trudno jest znaleźć rzetelne wsparcie, mimo istnienia policji, pedagogów szkolnych, placówek wychowawczych i różnych MOPS - ów. Jeden nastoletni agresor przy bezradności systemu potrafi w ruinę obrócić życie całej „normalnej” rodziny.
Znaczna część kadry nauczycielskiej NIE jest przygotowana na reakcję w sytuacji bardzo trudnej.
Niektórzy uważają, że ich to nie dotyczy, że to rodzice są od wychowywania (słusznie, ale szkoła spełnia trzy funkcje: nauczania, wychowawczą i opiekuńczą, o czym zdają się nie wiedzieć), że "ta dzisiejsza młodzież jest okropna". Ta dzisiejsza młodzież chowa się w domu dzisiejszych dorosłych, jest nauczana przez dzisiejszych nauczycieli i podlega dzisiejszym systemom państwowym. 
Narkotyki to pierwszy krok do nieszczęścia.
Ci młodzi ludzie także je zażywali. Nie będę tu rozstrzygać: najpierw były problemy, które chcieli złagodzić narkotykami czy najpierw narkotyki, a potem problemy psychiczne – bo tego nie wiem. Ale wiem jedno: kiedy przychodzi do mnie rodzic z kłopotem wychowawczym dużego kalibru, zawsze za tym stoją narkotyki. Piewcy wolności palenia marihuany chyba nigdy nie widzieli ludzi, których zniszczyło „niewinne” palenie trawy – bo od tego na ogół zaczynają się problemy psychiczne i sięganie po cięższe narkotyki.
Narkotyki to ryzyko, którego nie można oszacować na zapas.
Mówienie, że alkohol jest tak samo niebezpieczny, to zwykła ściema. Owszem, systematyczne i częste nadużywanie alkoholu także prowadzi do zaburzeń psychicznych, jest częstym składnikiem zachowań patologicznych, ale po jednorazowym wypiciu i upływie kilku godzin jest z organizmu wydalany. Narkotyki są dłużej obecne zarówno we krwi, jak i w moczu. Krzywa uzależnienia przebiega inaczej – jest znacznie bardziej stroma. Tu nigdy nie można przewidzieć, kto się uzależni już po drugim – trzecim razie, a kto będzie mógł lajtowo palić dwa razy w miesiącu. Na kogo trawa będzie działać relaksacyjnie, a kogo doprowadzi do psychozy i samobójstwa. Polityka wolnych konopii robi sieczkę z mózgu młodym ludziom, których organizm jest wyjątkowo mało odporny na uzależnieni e.
Profilaktyka zdrowia psychicznego to jedyna droga, by w czasach chaosu medialno – społecznego uchronić siebie i bliskich przed najgorszym.
O tym, czym jest taka profilaktyka, już niebawem.


                                                                  Zdjęcie: Internet







poniedziałek, 15 grudnia 2014

Cel z misją

Kiedy myślę o osiąganiu osobistych celów, myślę o filmie pt. „Bogowie”.
Nie wiem: reżyserowi i scenarzyście wyszło "to" celowo czy przez przypadek, ale nie zrobili filmu
o człowieku, tylko o tym, że jak masz cel, determinację i misję, to cały wszechświat pracuje na to, żeby się udało. 
Możesz mieć wybujałe ego i trudny charakter. 
Nie będzie z ciebie pożytku w prozie życia. Ale jak wiesz, że działasz dla wyższego celu, to idziesz jak burza. Buntujesz się. Do czasu. Bo misja wzywa. Więc gniesz kark. Prosisz o pomoc. Rezygnujesz ze swoich przekonań. Bo dążysz do celu. Dla dobra innych. W tym przypadku po trupach – ale nie wyobrażam sobie inaczej… Kłody pod nogi? Odpuszczasz. To duża umiejętność (Religa nie umiał, płacił za odpuszczenie dużą osobistą cenę). 
Nie masz siły. Kończysz. Na ten moment.  
Ale jak pojawia się okazja – łapiesz ją za gardło i w desperacji zmuszasz do uległości.
Marzenia mamy wszyscy. Ale ilu z nas ma misję?

Chciejstwo nie popłaca. Pasja i misja zawsze.
Mówi się, że jak się czegoś bardzo chce, to się to osiągnie. Owszem, jeśli chcenie wypływa z serca,
a nie ego. Wtedy nie trzeba mierzyć sił na zamiary. Po prostu uda się. Pod jednym warunkiem: uważnego przypatrywania się sobie, drodze do celu i nadarzającym się okazjom. Nikt nic nie osiągnął sam. Zawsze coś komuś zawdzięczamy. 
Ale to już inny temat.

                                                                      Fot.: Internet

sobota, 13 grudnia 2014

Gościnne występy dla "Ty i biznes"

Lubię się dokształcać.
Lubię chodzić na konferencje i warsztaty prowadzone przez innych trenerów. Zawsze można się czegoś ciekawego dowiedzieć. Czasem warto jest gdzieś pójść dla jednego usłyszanego zdania. Poza tym będąc na "występach" innych widzę, jak wiele mam zasobów.
Uczymy ludzi, żeby nie porównywali się z innymi. Ale sami wiemy, że nie zawsze tak się da. 
Uwrażliwiamy na to, aby nie krytykować pracy innych, aby nie oceniać. 
Sama cały czas przerabiam tę lekcję. Jak mi się tytuł nie podoba - powiedzieć, że nie jest w moim guście, a nie że jest do dupy. Słowo ma znaczenie. Ma energię.
Staram się nie porównywać z innymi, jednak kiedy słyszę, jak pani od piaru mówi: "półtorej tygodnia" , a specjalista od wystąpień publicznych przynudza niezbyt merytorycznie - wtedy sobie myślę, że jednak jestem niezła :)
Zapraszam na bloga koleżanki. To skarbnica wiedzy dot. bieżących wydarzeń biznesowych.
A także skarbnica wywiadów z kobietami biznesu.
Cieszę się, że jestem w ich gronie:



piątek, 12 grudnia 2014

Dzień dobry :)

Kolejny blog poradnikowy? O nie!
Będzie o życiu i emocjach, ale bardziej w kontekście różnych podejść do zagadnień niż przekazywania prawd objawionych.
W artykułach nie zawsze jest miejsce na opinię własną. Często jestem pytana o osobiste zdanie na jakiś temat (np. karmienia piersią w miejscach publicznych, eutanazji, biznesu MLM, itd.). Moja prywatna opinia może być niezbyt poprawna politycznie. W artykułach nie ma na nią miejsca, na blogu jak najbardziej.
Nie zjadłam wszystkich rozumów.
Nie będę się wymądrzać. BBlog powstał jako odpowiedź na pytania zadawane także drogą mejlową. One często się powtarzają. Łatwiej mi zrobić jeden wpis, niż odpisać na kilkanaście wiadomości dot. tej samej kwestii.
W nowym roku rusza mój portal: www.psychovlog.com , na którym oprócz tradycyjnych materiałów pisanych będę zamieszczała video. Tutaj można zamieszczać swoje opinie.
Można się ze mną nie zgadzać :) Bardzo to lubię, jeśli argumenty są merytoryczne, a nie agresywne. Dość brutalności na świecie. Z hejterami nie dyskutuję, tylko czyszczę swoje otoczenie z ich śladów.
Póki co: zapraszam do odwiedzenia mojej starej strony: www.annakossak.pl
Jest tam kilka artykułów, które warto przeczytać.
Pozdrawiam :)
                                                                        Fot.: Internet